Od 7 lat mam jeden bardzo, bardzo uciążliwy problem. Problem jest na tyle nieznośny, że postanowiłam w końcu o tym napisać. Mam już dość pogróżek, komentarzy typu "przyznaj się, bo Cię zniszczymy na specjalnym blogu", komentarzy pełnych błędów. Jestem za stara na to, by mnie zastraszać. Szkoda, że w ogóle nie uczysz się na błędach, Jet. Masz za swoje. Mówiłam Ci od razu grzecznie, byś przestała, bo nie lubię, jak ktoś mi rozkazuje, a już szczególnie wtedy, gdy mam się przyznać do czegoś, czego nie zrobiłam. Żenada.
Każdy może bloga prowadzić, nawet Jet. Tego nikomu zabronić nie można. I niech go sobie prowadzi, ale niech da mi ŚWIĘTY SPOKÓJ. Wszyscy wiedzą, jak bardzo Jet jest dla mnie uciążliwa. Wszyscy. Ale nikt z Was tak naprawdę nie wie, czym Jet zalazła mi za skórę i postanowiłam w końcu o tym napisać. Nikt z Was nie wie, jak to jest przez 7 lat męczyć się z kimś takim... Nikt.
Siedem lat temu Jet napisała do mnie po raz pierwszy. Niestety nie dysponuję mailem, który stanowiłby dowód, ale pamiętam jej słowa, jakby to było wczoraj. Prowadziłam wtedy bardzo, baaaardzo znanego bloga, na Onecie. Sisters--bloga. Wraz z siostrą. Blog był przez pewien okres czasu na 4 miejscu w tym rankingu głównym. Pisało do nas mnóstwo osób. Kilka z nich chciało prowadzić bloga z nami. Popularność, której wcale nie chciałyśmy, spowodowała, że odeszłyśmy. To było ponad moje i mojej siostry siły, a ja tęskniłam za byciem nierozpoznawalną. Zamknęłyśmy stronę. Sisters--blog w moim mniemaniu był gównem. Tak patrzę na to dzisiaj, ale byłyśmy wtedy młode i jednak coś w tej słit grafice ludzie widzieli. Wśród nich znalazła się Jet. Nie prowadziłyśmy naboru, wtedy nie było szabloniarni, ani nawet graficznych blogów grupowych. Każdy pracował sam, na swojej stronie. Jet poprosiła o to, by mogła z nami tego bloga prowadzić. Słowa: "Prosze, jestem Twojo idolko!" mówiły już bardzo wiele, ale mimo wszystko postanowiłam kulturalnie napisać, że niestety pomocy nie potrzebujemy, przykro nam. Od tamtej pory się zaczęło. Dziesiątki anonimowych komentarzy, antyblogi... Przeniosłam się na innego bloga, zmieniłam nick. Niestety, nie pomogło. Jet pisała dalej. Wszystkie komentarze od Hanek i innych takich anonimków by Jet, pod którymi nawet sama Carllton swego czasu mnie broniła, są jeszcze tutaj inconditionally.blog.onet.pl - jeśli komuś chce się przeglądać, bo mi nie wierzy, to zapraszam - przekona się, że mówię całą prawdę i tylko prawdę. Wciąż znajdziecie tam mnóstwo komentarzy, które będą wręcz przepełnione charakterystycznymi błędami.
Z wielu znanych graficzek zrobiono wariatki, bo nie bały się pisać o tym, że Jet od nich kopiuje, że nie przestrzega żadnych zasad, że są przez nią hejtowane w anonimowych komentarzach... Odeszło wielu, naprawdę wielu zajebistych grafików. W ten sposób Jet niszczyła konkurencję, której tak naprawdę nigdy nie miała. Ale odchodzili, bo mieli jej dość. Bo mieli dość użerania się z nią w jej dziesięciu wcieleniach...
Przez te wszystkie lata obserwowałam, jak Jet tworzyła sobie wciąż nowe blogowe wcielenia i jak tworzyła antyblogi, jeden po drugim, każdego próbowała zniszczyć. I na ogół jej się to udawało. Ale zemsty na mnie nie dokonała po dziś dzień. I nie dokona. Oświadczam Ci, Jet, z tego miejsca, że mam więcej siły niż inni i to jest żałosne, by niszczyć mnie z tak błahych powodów.
ZA KILKA DNI, nie wiem ile, Jet z pewnością założy antybloga poświęconemu mojej osobie. Zapowiedziała to pod poprzednim postem w komentarzu, jako Renata Szloha. Proszę więc Was wszystkich o to, abyście mnie nie bronili na tym śmiesznym antyblogu. Nie wchodźcie tam, nie dawajcie jej tej satysfakcji, że do niej zaglądacie. Ignorujcie ją. Co się tyczy treści tego antybloga... Już wiecie, dlaczego tak bardzo nie lubię Jet. I nie ukrywam tego, idealna nie jestem, nie muszę każdego lubić, tym bardziej, jeśli taka osoba sama daje mi powody do tego, by wpisać ją na czarną listę. Swoich poglądów się nie wstydzę, toteż na twitterze można zobaczyć wiele wiadomości, które te poglądy wyrażają:) Wcale się tego nie wstydzę.
Dnia 24 marca Jet napisała na katalogu TUTAJ komentarz, że musi się natychmiast skontaktować z załogą KG, pilne!:p Jak Jet mówi, że pilne, to znaczy, że chodzi o mnie:D Dowiedziałam się, że chciała anulować sondę, bo poprosiłam o głosy kilka osób na twitterze. Moje wiadomości z twittera trafiły do Administratora KG. Jet odebrała je tak, jakbym była Potterem, miała magiczną różdżkę i pod ręką cały Hogwart, jakbym miała jakąś magiczną moc do tworzenia łańcuszków ludzi, którzy na mnie zagłosują. Jakbym miała możliwość zmuszania ich do głosowania! Przepraszam bardzo, ale pisanie z prośbą o głosy do swoich czytelników nie jest zabronione, prawda? Poza tym nie daje to gwarancji, że ktoś głos odda, każdy ma wolną wolę i wciąż o tym mówiłam, zresztą kilka osób otwarcie powiedziało, że chcą zagłosować na kogoś innego:) Pragnę przypomnieć, iż inne blogi też informują o sondach na twitterze, nawet na stronie deviantart.com:) Ale oczywiście Jet postanowiła uczepić się mnie, bo pojawiła się w jej pozbawionym logiki myśleniu iskierka nadziei, że w końcu, po tylu latach, się mnie pozbędzie. Nic bardziej mylnego:)
Ponieważ na jej maila nikt nie zareagował żadnym artykułem opisującym mnie jako oszustkę marca i kwietnia, postanowiła pisać dalej. Nie wiem czemu, ale tym razem już się nie podpisywała jako Jet w nadziei, że ktoś uwierzy, że teksty zawierające identyczne błędy mogą być pisane przez różne osoby. W swoich wypowiedziach twierdzi, że w ciągu pół godziny dodałam sobie 50 głosów, rozsyłając sondę po znajomych, a to nieprawda. Najnowszej sondy na kwiecień nie umieściłam ani na DA, a na twitterze napisałam o tym tylko raz, przy czym wpis nie został nawet zauważony, bowiem przykryła go pierzynka w postaci mixu: 1D+J.Bieber. To chyba o czymś świadczy. Nie ma żadnych kilometrowych łańcuszków. Jet uważa, że mojego bloga nikt w czasie pojawiania się masowo tych głosów nie odwiedzał. Jak to jest możliwe, skoro dziennie mam średnio tysiąć wejść? Skąd Ty, Jet, możesz wiedzieć, ile osób mnie odwiedza, co? Nie możesz się zalogować na moje konto. Nie wiesz tego, więc nie wygaduj głupot.
Kolejny zarzut, jaki mi postawiłaś... Co to było? Ach tak, uważasz, że dzięki swojej magicznej różdżce mogę dodawać sobie sama głosy w nieskończonej ilości. Gdybyś była inteligentną osobą, wiedziałabyś, że tej sondy oszukać się NIE DA. Na tym to polega. Nie ma ŻADNEGO sposobu, byś mogła sobie dodać kilka głosów na lewo;)
I nie strasz Administracji innych stron tym, że uprzedzisz ich w opublikowaniu tego jakże cudownego artykułu o mnie jako "oszustce". To naprawdę na nic. Nie zmusisz nikogo do opublikowania oskarżeń wyssanych z palca, nawet popędzając ludzi tym, że stracą okazję do zyskania sławy w drodze wywołania kolejnego skandalu. Z takiej sławy potrafisz się cieszyć tylko Ty, a ja naprawdę nie pozwolę na to, byś wraz ze sobą kompromitowała też innych. Mam jeszcze dość siły, by bronić przed Twoimi podłymi działaniami każdy zakątek blogosfery. Dosłownie KAŻDY.
Myślę, że skompromitowałaś się już dostatecznie tymi ciągłymi próbami zniszczenia mnie. Jesteś okropnie męcząca, ale nie myśl, że chcę odejść. Pamiętaj, że naprawdę mam więcej siły niż inni i nigdy się nie poddam, choć mam Cię dość. Wszyscy mają Cię już dość. Czy to naprawdę takie trudne, odpuścić już i pozwolić mi tu być? Nie możesz, naprawdę nie możesz zostawić mnie spokoju?!
Oto, co zrobimy. Masz wybór. Albo nie skomentujesz tego postu i dasz sobie spokój, pogodzisz się w końcu z tym, że odejść nie zamierzam, albo... Zrób sobie tego antybloga, zamieść tam moje wpisy z twittera. Ale uprzedzam Cię. Jeśli napiszesz o mnie to gwarantuję, że WSZYSTKIE TWOJE MAILE ZOSTANĄ OPUBLIKOWANE RÓWNIEŻ. Przypominam, że w jednym z nich wyraźnie podpisałaś się jako Jet. Nie będzie litości. Chcesz publikować prawdę? Publikuj ją. Ale licz się z tym, że prawda o Tobie również zostanie opublikowana. Z całym szacunkiem, ale ja nie zrobiłam nic złego. Mnie nikt nie zlinczuje za informowanie moich czytelników poza blogiem o sondzie. A Ty? Owszem. Od 7 lat próbujesz mnie zniszczyć. Na szczęście bezskutecznie, ale naprawdę dość już mam użerania się z Tobą. Zastanów się, czy naprawdę coś na mnie masz, bo nie wydaje mi się - dowody, które przedstawiałaś tutaj i w drodze mailowej są po prostu śmieszne. Wiem za to, że ja mam znacznie więcej do powiedzenia na Twój temat. Zastanów się, czy po tym wszystkim dalej będziesz miała "czytelników".
Odnośnie nowego postu. Moi kochani! Zabieram się za tworzenie, ale widzicie, z czym muszę się jednocześnie użerać:p Stąd właśnie te opóźnienia. Mam nadzieję, że po tym wpisie nikt z Was nie ma już wątpliwości, że nie jestem czarodziejem i nie mam żadnej nadludzkiej mocy do oszukiwania kogokolwiek:) Napisanie tego wszystkiego zajęło mi sporo czasu, który mogłabym poświęcić na grafikę, ale chyba rozumiecie, że byłam do tego zmuszona. Naprawdę mam dość gróźb, zastraszania mnie i oskarżania o coś, czego nie zrobiłam.
Jet, twórz sobie na swoim blogu.
Ale zostaw Terrible Crash i MNIE w spokoju.
